
Uwalnianie zablokowanej kreatywności: Jak otworzyć bramę do twórczego potencjału
Czy zdarzyło Ci się kiedyś usiąść przed pustą kartką albo otworzyć nowy dokument na komputerze i… nic?
Jeszcze chwilę wcześniej pomysł wydawał się dobry. Była energia, może nawet ekscytacja. A kiedy przychodzi moment, żeby zacząć pisać, tworzyć, projektować albo szukać rozwiązania, pojawia się pustka.
Im bardziej próbujesz coś wymyślić, tym trudniej przychodzi kolejna myśl.
I właśnie tutaj pojawia się pewien paradoks. Czasami największą przeszkodą dla kreatywności jest zbyt intensywna próba bycia kreatywnym.
Kreatywność nie zawsze lubi presję
Kiedy bardzo zależy nam na efekcie, świadomy umysł zaczyna kontrolować proces.
„To jest za banalne.”
„Ktoś już na pewno na to wpadł.”
„Muszę wymyślić coś lepszego.”
„To nie jest wystarczająco dobre.”
„Nie mam dzisiaj pomysłów.”
Pomysł jeszcze właściwie nie zdążył się pojawić, a już został oceniony.
To ważne, ponieważ twórcze myślenie potrzebuje nie tylko koncentracji i wiedzy. Potrzebuje również swobody tworzenia skojarzeń, możliwości eksperymentowania i chwilowego zawieszenia oceny.
Problem może więc nie polegać na tym, że nie masz pomysłów.
Być może nie dajesz im wystarczająco dużo czasu, żeby mogły się pojawić.
Zanim powstanie dobry pomysł, często pojawia się kilka przeciętnych
To jedna z rzeczy, o których łatwo zapominamy.
Kiedy patrzymy na gotową książkę, obraz, projekt, kampanię czy wystąpienie, widzimy efekt końcowy. Nie widzimy dziesiątek pomysłów, które zostały odrzucone. Nie widzimy pierwszej wersji, która była przeciętna. Nie widzimy chaosu, z którego dopiero później wyłoniła się struktura.
A nasz wewnętrzny krytyk często oczekuje gotowego rozwiązania od razu.
Właśnie dlatego nadmierne analizowanie może stać się przeciwnikiem twórczego procesu. Nie dlatego, że racjonalne myślenie jest złe. Jest potrzebne. Problem zaczyna się wtedy, gdy etap oceniania pojawia się zbyt wcześnie, jeszcze zanim pozwoliliśmy sobie naprawdę coś stworzyć.
Najpierw generowanie.
Później ocenianie.
To dwie różne funkcje.
A gdzie w tym wszystkim jest podświadomość?
W języku hipnozy często mówimy o świadomych i nieświadomych procesach umysłu. Nie oznacza to jednak prostego matematycznego podziału, według którego świadomość stanowi dokładnie 5%, a podświadomość 95% naszego funkcjonowania. Takie liczby są popularnym uproszczeniem, a nie ustaloną naukowo proporcją.
Samo zjawisko procesów zachodzących poza naszą bieżącą świadomością jest jednak czymś bardzo realnym.
Nie analizujemy świadomie każdego skojarzenia. Nie zastanawiamy się nad każdym słowem, zanim pojawi się ono w naszej głowie. Czasem rozwiązanie problemu przychodzi podczas spaceru, pod prysznicem albo chwilę przed zaśnięciem.
I prawdopodobnie znasz to doświadczenie.
Przez godzinę próbujesz znaleźć rozwiązanie i nic się nie dzieje. Odkładasz temat. Zajmujesz się czymś zupełnie innym.
I nagle pojawia się:
„Mam!”
To nie znaczy, że przez ten czas w Twoim umyśle nic się nie działo.
Hipnoza a kreatywność
I tutaj hipnoza robi się szczególnie ciekawa.
Stan hipnotyczny wiąże się ze zmianą sposobu kierowania uwagą i większym zaangażowaniem w doświadczenia wewnętrzne, takie jak wyobrażenia, odczucia czy skojarzenia.
Nie chodzi więc o magiczne „otwarcie bramy do 95% mózgu”. Nie chodzi również o wyłączenie racjonalnego umysłu.
Chodzi raczej o stworzenie takich warunków, w których przez chwilę nie musisz wszystkiego kontrolować, analizować i natychmiast oceniać.
Możesz pozwolić myśli prowadzić do kolejnej myśli.
Obrazowi do następnego obrazu.
Skojarzeniu do czegoś, czego świadomie być może wcale byś ze sobą nie połączył.
I właśnie ta większa swoboda może być interesująca w pracy nad kreatywnością.
Wewnętrzny krytyk nie jest wrogiem
Warto jednak spojrzeć na niego trochę inaczej.
Ten głos, który mówi: „to jest za słabe”, niekoniecznie trzeba uciszać czy z nim walczyć. Zdolność krytycznej oceny jest przecież niezwykle potrzebna.
Dzięki niej poprawiamy tekst.
Weryfikujemy pomysł.
Dostrzegamy błędy.
Rezygnujemy z rozwiązania, które nie działa.
Być może problemem nie jest więc obecność wewnętrznego krytyka, lecz moment, w którym dopuszczamy go do głosu.
Jeżeli pojawia się podczas redagowania, może być bardzo pomocny.
Jeżeli stoi nad każdym rodzącym się pomysłem i natychmiast mówi „nie”, twórcza przestrzeń staje się coraz mniejsza.
I tutaj warto zadać sobie pytanie:
Czy naprawdę brakuje Ci kreatywności, czy może zbyt szybko oceniasz to, co się w Tobie pojawia?
Kreatywności można dać więcej przestrzeni
Nie każdy pomysł musi być genialny.
Nie każdy obraz musi mieć znaczenie.
Nie każde skojarzenie musi od razu prowadzić do rozwiązania.
Czasami wartościowe jest właśnie pozwolenie sobie na chwilę bez celu i bez natychmiastowej oceny.
Hipnoza i autohipnoza mogą być jednym ze sposobów pracy z takim stanem uwagi. Podobną rolę dla niektórych osób może pełnić spacer, swobodne pisanie, odpoczynek, muzyka czy wykonywanie czynności, która pozwala oderwać się od intensywnego analizowania problemu.
Nie chodzi o zmuszanie podświadomości, żeby „dała odpowiedź”.
Raczej o stworzenie jej przestrzeni.
Bo być może kreatywność wcale nie potrzebuje kolejnego polecenia:
„Wymyśl coś.”
Być może czasami bardziej potrzebuje:
„Zobaczmy, co się pojawi, kiedy przez chwilę nie będę tego oceniał.”
I to może być ciekawy eksperyment również poza hipnozą. Następnym razem, kiedy pojawi się twórcza blokada, zamiast pytać: „Dlaczego nic nie potrafię wymyślić?”, spróbuj zauważyć coś innego:
Którym swoim pomysłom nie pozwalam nawet wybrzmieć, ponieważ oceniam je, zanim zdążę sprawdzić, dokąd mogłyby mnie zaprowadzić?
